Hale z roku na rok zyskują kolejnych widzów, trybuny praktycznie przy każdym turnieju są wypełnione po brzegi. Polscy siatkarze zbudowali sobie ogromne grono sympatyków, którzy wspierają ich na każdym kroku. Oni w zamian przywożą medale z prawie każdej imprezy i dostarczają tony emocji. Drużyna prowadzona przez Nikolę Grbicia jest na topie. Ale czy zdoła utrzymać tak dobry poziom, jaki prezentuje od kilku sezonów?
Polska siatkówką stoi
Choć zazwyczaj to piłkę nożną określa się sportem narodowym w Polsce, siatkarze dostarczają kibicom zdecydowanie więcej powodów do radości niż piłkarze. Polskie hale niezależnie od miasta i rangi turnieju, jaki się w nich rozgrywa, prawie zawsze mają komplet wykupionych miejsc. „Mazurek Dąbrowskiego” acapella wybrzmiewa wówczas najpiękniej. W jaki sposób polscy siatkarze zyskali tak dużą sympatię swoich rodaków?
Przede wszystkim dzięki wynikom, jakie osiągają. Trudno ukryć fakt, że sportowe wydarzenia oglądamy najczęściej z nadziejami na bardzo dobre zakończenia dla naszych zawodników. Siatkarze spełniają marzenia kibiców i swoje od wielu lat, a w szczególności od 2018 roku, odkąd praktycznie z każdej imprezy przywożą jakiś krążek. A co w tym wszystkim jest najlepsze – przez te pięć lat skład reprezentacji znacząco się zmienił. Polscy reprezentanci w tym czasie mimo wszystko zdobyli aż dziesięć medali (!), w tym dwukrotnie złoto mistrzostw świata i złoto Ligi Narodów. Wiele z tą drużyną zdobył poprzedni trener, Vital Heynen, ale i Nikola Grbić ma już na swoim koncie cztery krążki.
Zobacz także: https://torunskiebilety.pl/
Zaplecze ligowe robi swoje
Ciężko nie zwrócić uwagi na fakt, że większość aktualnie grających w kadrze siatkarzy na co dzień trenuje w Polsce. Tylko Bartosz Kurek, Wilfredo Leon i Kamil Semeniuk rozgrywają mecze ligowe poza granicami Polski. Pozostali walczą o najlepsze wyniki w PlusLidze, która jest na świecie uznawana za jedną z najlepszych lig rozgrywkowych. Do polskiej ligi trafiają zawodnicy stanowiący o sile innych, mocnych reprezentacji, takich jak Stany Zjednoczone, Serbia czy nawet Francja. Polski klub w ostatnich trzech latach udowodnił klasę rozgrywek w Polsce, zdobywając trzykrotnie złoto Ligi Mistrzów. To zdecydowanie pokazuje, jak ważną rolę w budowaniu formy kadrowiczów stanowi wcześniej rozgrywany sezon ligowy
Jedyny ciężki orzech do zgryzienia
Biało-Czerwoni prowadzeni od 2022 roku przez serbskiego szkoleniowca pokazują naprawdę wysoki poziom i nawet nie powinniśmy mieć powodów do niepokoju, że coś złego może zadziać się w najbliższym czasie. Oczywiście, nie można wykluczyć porażek, bo sport rządzi się swoimi prawami. Natomiast mając tak szeroki wachlarz wyboru wśród zawodników na wielu pozycjach, trzeba stwierdzić, że mamy naprawdę solidne zaplecze zmienników i jeszcze mocniejsze zestawienie pierwszego składu.
Jest jednak jeden temat, który od lat spędza nam sen z powiek… Igrzyska olimpijskie. O ile na imprezę czterolecia praktycznie zawsze udaje się wywalczyć awans, tak droga do medalu zakończyła się sukcesem tylko raz – w 1976 roku za czasów Huberta Jerzego Wagnera. Polacy nigdy nie przekroczyli granicy ćwierćfinału. Nawet w 2021 roku, kiedy wydawało się, że mamy najsilniejszy skład od lat i najlepszego trenera na stanowisku, coś zawiodło. Kolejna szansa nadejdzie już za rok, w Paryżu. Bo awans jest już niemal przypieczętowany, niezależnie czy z turnieju kwalifikacyjnego, czy z rankingu FIVB. To będzie ciężka przeprawa, ale nie niemożliwa do dokończenia.
[ARTYKUŁ SPONSOROWANY]